niedziela, 26 lutego 2017

Plany planami, a życie swoją drogą

Temat dzisiejszego posta wybrany pod wpływem chwilowego 'natchnienia', wewnętrznej potrzeby podzielenia się ze światem moim ostatnim kawałkiem życia i przemyśleniami.

Ostanie miesiące moich najdłuższych wakacji w życiu przyniosły wiele nieoczekiwanych zmian i niespodzianek. Przeprowadzka, zamiast domu z podwórkiem na przedmieściach - kawalerka w mieście, zamiast mieszkania z rodzicami - koleżanka + jej pies.
Nowa szkoła, nowe miejsce zamieszkania, nowe otoczenie i nowy tryb życia, oraz.. nowy członek rodziny ;)

Plan był taki: teraz border, a 3-5 lat później malina. Idealna przerwa i tym samym różnica wiekowa. Agilitowe trójki już osiągnięte w momencie brania kolejnego szczeniaczka. Starszy pies ogarnięty życiowo, ew. wystawowo i jasna kwestia zdrowia.
Plan doskonały.
Takie postanowienie powstało juz dobre 4 lata temu Trzymałam się go kurczowo, czasami tylko dopuszczając myśl pojawienia się drugiego bordera przed maliną i przesunięcia owej o kolejne kilka lat w przyszłość.
A teraz ciekawostka: (prawdopodobnie kwalifikująca mnie na leczenie psychiatryczne, więc csiii, nie mówcie nikomu..) Szeleczki dla tych przyszłych piesków już nawet kupiłam :D Jakos połtora roku temu. Hurtty y. Pomarańczowe dla maliny i różowe dla tego ewentualnego wcześniejszego bordera

Wszystko było pięknie, do stadka dołączył Iron, nadal pielęgnowałam w głowie moje idealne plany stopniowego dopsiania się, będąc ich stu procentowo pewna.


Do października ;)


Z wakacji do nowego mieszkania (20m2) wróciłam z jednym pieskiem więcej..






wtorek, 26 lipca 2016

Zabawkomania

Był post o obróżkach, to teraz przyszła pora na zabawki.

Ja mam akurat takie szczęście, że cała moja ekipa to zabawkoholicy, więc ilość posiadanych przez nas gadżetów jest bardziej usprawiedliwiona niż stan psiej garderoby.

W tym poście pokażę i opiszę (prawie) całe nasze zbiory zabawkowe

zdjęcie kradzione od Natalii Śliwińskiej


piątek, 5 lutego 2016

Twój pies (nie) moja sprawa

Czekając na opóźniony pociąg z nudów szarpałam się z Ironem smyczą. Jakieś siad, leż, proś na zmianę i nagroda. Takie głupiutkie urozmaicenie sobie czasu, i mojego i psa. Nikomu nie przeszkadzaliśmy, nikt nie krzyczał, nie szczekał, nie biegał. Ludzie patrzyli i się uśmiechali.